sobota, 8 lutego 2014

o1xo2. Wake me up when it is all over.


Ostatnia noc w domu była dla niej jak tortura. W ogóle nie spała, nie umiała. Bez przerwy przewracała się z boku na bok, aż w końcu dała za wygraną. Wstała, usiadła na parapecie i zaczęła wpatrywać się w bezkresne niebo. Nie pojawiła się ani jedna chmura, bezproblemowo mogła podziwiać setki lub nawet tysiące gwiazd w swoim zasięgu wzroku. Kilka samotnych łez pełnych goryczy spłynęło po jej policzkach.
W blasku mroku spędziła kolejne minuty. Pomyślała o swojej mamie, na co delikatnie się uśmiechnęła. Wiedziała, że patrzy na nią z daleka i czuwa nad nią. Może jedna z gwiazd to ona? Ciągle świecąca nad swoją ukochaną córeczką i chroniąca ją od niebezpieczeństwa? Tak bardzo chciałaby być teraz z nią. Zakończyć swoją drogę, która zmierza donikąd i spotkać się z ukochaną Nicole, która pewnie nigdy nie pozwoliłaby na to wszystko, co się działo.
Blondynka odwróciła głowę i po raz ostatni zapewne zobaczyła swój pokój. Nie był jakoś specjalnie ładny i przytulny, lecz jej. Tylko jej i to od samego początku. To tu miała wszystkie wspomnienia, te dobre i te złe. To tutaj dorastała i wychowywała się. Teraz co? Ma go tak po prostu opuścić i zapomnieć o wszystkim. Nie uda jej się i bardzo dobrze o tym wiedziała. Mimo tego wszystkiego, kochała swojego ojca, chociaż już… coraz mniej. Przedtem starała się go rozumieć, a po pewnym czasie myślała, że tak już musi być. Ona wiecznie zamknięta, a on pilnujący ją na każdym kroku – taka była jej szara codzienność. Ani jednego promyczka nadziei na lepsze jutro… aż do teraz. Może to dobrze? W Mieście Aniołów w pewnym sensie zacznie wszystko od nowa. Szkoła, znajomi, otoczenie… nowa miłość? Nie, na pewno nie. Na uczucia w jej życiu nie będzie miejsca. Wywołałoby to tylko złudną nadzieję i rozczarowanie, a tego nie chciała. Postanowiła, że u Nell będzie inaczej, wszystko się zmieni…
Pozostaje tylko jedno pytanie – kim ona jest? Nell Jones, bo tak się nazywa, to młodsza siostra Nicole, ma dwadzieścia dziewięć lat. Mieszka w wiecznie słonecznym Los Angeles, gdzie pracuje w jako informatyk w jednostce NCIS na zachodnim wybrzeżu. Raz na jakiś czas Kimberly spędzała u niej wakacje, a wtedy kobieta starała się być z nią jak najdłużej. Nie specjalnie przepadała za Patrick’iem, gdyż obwiniała go o śmierć siostry, z którą miała ograniczony kontakt. O urodzeniu się małej Kimmy dowiedziała się dopiero miesiąc po fakcie, nie licząc tego, że o ciąży siostry nie miała bladego pojęcia. Z siostrzenicą utrzymywała bardzo dobry kontakt, rozumiały się niemal bez słów. Na wieść o czynie jej ojca zdenerwowała się nie na żarty i wygarnęła mu wszystko, co leżało na jej sercu od kilku lat.
- Czy ty jesteś poważny?! Ona jest jeszcze dzieckiem, nie masz prawa jej wyrzucić z domu! Spóźniła się tylko trochę i do tego pierwszy raz, Patrick! Nie masz serca!! – wrzeszczała do słuchawki, gdy zadzwonił poinformować ją o swojej decyzji.
- Takie coś zatrzymaj sobie dla znajomych, Nell – mruknął z przekąsem. – To weźmiesz tą smarkulę, czy nie? Śpieszy mi się.
- Oczywiście, że tak! – powiedziała, cudem powstrzymując się od przekleństw. – Jutro chcę już ją widzieć, nie pozwolę, żeby dłużej przebywała z takim despotą jak ty!
- O tym ja zadecyduję… kupię jej bilet i ostatecznie się od niej uwolnię – nawet w odległości tysięcy kilometrów wyczuła jego szyderczy uśmiech.
- Wiesz co? Nie dość, że zabiłeś mi siostrę to teraz jeszcze… nie mam do ciebie słów.
- TO NIE BYŁA MOJA WINA! – wrzasnął i rozłączył się w przypływie gniewu.

****

Całą noc spędziła na wpatrywaniu się w niebo i ciemne dachy domów. Na samą myśl, że prawdopodobnie nigdy ich już nie zobaczy, smutek i rozgoryczenie ogarniały jej ciało z prędkością światła.
Wraz z wejściem Patrick’a do pokoju, każda nadzieja oddaliła się wraz z wiatrem, który w tamtej chwili przelatywał przez Seattle, budzące się do życia. Ludzie wstawali do pracy, dzieci do szkoły, a ona… siedziała twarzą w twarz z człowiekiem, który w pewnym stopniu zniszczył jej życie. Nocne godziny ciągnęły się w nieskończoność, nie było przed nimi ucieczki… a jednak. To, co zawsze przynosiło jej ulgę. Jedyna przyjaciółka – żyletka – znowu o sobie przypomniała. Za jej pomocą dziewczyna wykonała kilka płytkich nacięć na swoich, pociętych już, nadgarstkach.
 http://i.pinger.pl/pgr329/e875c0900012a36e51b4d0e3
 Kilka razy przeszło jej przez myśl, by skończyć ze sobą w taki sposób. Była już tak blisko… jednak za każdym razem rezygnowała ze swojego zamiaru, po prostu się tego bała.
- Samolot masz za cztery godziny, spakuj się szybko i do widzenia – mruknął, rzucając bilet na lot do Californii.
Godzina dziewiąta rano, czyli odleci o trzynastej. Już wtedy pożegna się ze swoim dotychczasowym życiem i rozpocznie w nim nowy rozdział, a czy lepszy, przekona się już niedługo.

****

Pozbierała z podłogi wszystkie rzeczy, które Patrick z impetem wyrzucił z szafek i zaczęła je pakować. Ubrania, buty, biżuterię i tym podobne. Na sam koniec zebrała rzeczy z szafek: pamiętnik, kilka pamiątek i zdjęcie mamy, zajmujące honorowe miejsce na biurku. Ostatnią rzeczą, jaką spakowała do walizki był laptop. Zasunęła je, a następnie do swojej szarej torebki zgarnęła ostatnie przedmioty – portfel ze wszystkimi oszczędnościami, słuchawki do telefonu i kilka innych drobiazgów.
Wybrała numer Christopera i zdenerwowana czekała, aż odbierze. Dłonie jej się trzęsły i nie była w stanie wykonać żadnego ruchu. Bała się mu powiedzieć o wszystkim, bo wiedziała, że go to zaboli. Czuła do niego… właśnie, co? Nie kochała go, tego była pewna. Więc co to było? Wdzięczność za skrawek normalności wprowadzonej do jej monotonii.
- Cześć, Kimmy – rzucił entuzjastycznie, nie spodziewając się niczego, co usłyszy za dosłownie parę chwil.
- Hej, Chris – odparła, cudem powstrzymując łzy. Nie chciała go zostawiać, był jej przyjacielem.
- Coś się stało? Masz smutny głos – zauważył.
- Stało się, nawet dużo… wyjeżdżam – zawiadomiła, lecz dalej pozostała twarda. Postanowiła, że już więcej nie będzie płakać. Patrick na to nie zasługiwał…
- Gdzie? Na jak długo? – dopytywał się.
- Do Los Angeles, tak jakby na zawsze – powiedziała dobitnie, a chłopak po drugiej stronie aż usiadł z wrażenia. Zabierają mu Kim… jego Kim. Dziewczynę, którą pokochał.
- Jak to? Dlaczego?!
- Tata… wyrzucił mnie z domu – szepnęła cicho, bo dopiero wtedy dotarło to do niej w stu procentach.
- Nie musisz się wyprowadzać do Californii, zamieszkaj u mnie! – krzyknął uradowany, lecz Crawford się skrzywiła.
- To zły pomysł, Christopher – usłyszał. – Dzwonię, żeby się pożegnać, za godzinę mam samolot. Przepraszam, że robię to przez telefon, ale nie miałam powiedzieć tego osobiście. Więc… żegnaj – przymknęła oczy, rozłączając się. Schowała komórkę do torebki, gdyż chwilę później zobaczyła mężczyznę w swoim pokoju. Chociaż on już nie należał do niej. Puste ściany i półki nie sugerowały, że ktoś go zamieszkuje… lub zamieszkiwał.
- Odwiozę cię na lotnisko, dalej radź sobie sama – burknął sucho, biorąc część jej bagażu. Nawet nie próbowała protestować, bo wiedziała, że nie przyniesie to rezultatu.

****

Jechali w ciszy. Szatyn wlepiał swój srogi wzrok w drogę, a Kimberly oparła głowę o szybę i wsłuchiwała się w melodię lecącą z słuchawek.

Feeling my way through the darkness
Guided by a beating heart
I can't tell where the journey will end
But I know where to start.

Tak samo ona, nie miała pojęcia co teraz będzie, lecz wiedziała jedno… zaczyna się jej nowe życie i nowa podróż, którą będzie musiała przebyć. Zacznie się ona tutaj, na lotnisku w Seattle, a nie wiadomo gdzie się skończy.
Będzie dobrze, przecież musi, pomyślała, gdy przeszła odprawę i udawała się na pokład maszyny. Spojrzała za siebie i uśmiechnęła się delikatnie. Wystartowali. Przymknęła oczy, a jedna samotna łza spłynęła po jej policzku. Natychmiast ją starła i wsłuchała się w beznamiętny głos stewardessy.
- Drodzy państwo, pilot pozwolił już odpiąć pasy. Do Los Angeles dotrzemy za około cztery godziny. Życzę miłego lotu.
Dziewczyna przejechała palcem po ekranie swojego telefonu. Widniało na nim zdjęcie jej, Chrisa oraz kilkoro innych nastolatków.
Żegnajcie, już się nie zobaczymy…

Drugi rozdział. Do spotkania Jack'a coraz bliżej ♥

9 komentarzy:

  1. Smutne!
    Ojciec Kim nie ma serca!
    Czekam na nn:**
    Kim sobie poradzi! Musi! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały !!!!!
    Kiedy Jack i Kim się spotkają ??
    Czekam nn ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże biedna Kim :((
    Nienawidzę Ojca Kim -.-
    Dobrze,że ma swoją ciocię <3
    Tak się cieszę ,że niedługo będzie spotkanie z Jackiem *.* !
    KOCHAM CIĘ I CZEKAM NA NN ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG jestem totalnie zakochana w tej historii! ♥
    A ta myśl że za niedługo Kim pozna Jack'a to jeszcze bardziej polewa miodek na moje serce haha :D
    Kochanie to jest takie perfekcyjnie zajebiste!
    Nie mogę się już doczekać kiedy dodasz nowy ♥ ♥ xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny! Coraz bliżej Jacka? I prawidłowo! ;) Naprawdę ciekawa historia, przyjemnie czyta się rozdziały, tymbardziej, że autorka ma wielki talent ;*
    Czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
  6. KOCHAM TO !!
    Jak mu nie wstyd ?!
    Co ?! jak można TAK traktować swoją córkę?!
    Stracił żonę, a teraz jeszcze dziecko.... nie tędy droga kolego
    Jednak ci wybaczę :) ---> Coraz bliżej Jack'a !
    To jest to Ola :D
    Uwielbiam czytać twoje rozdziały ! :*
    Z niecierpliwością wyczekuje nexta ! :)
    Kocham Cię <333

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojciec Kim jest przerytym pedantem, profesjonalistą i mendą!
    Jak tak można?! No jak?!
    To CHORE!!!
    Rozdział cudowny <3
    Kocham i czekam na nn <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Aww Boski! :))
    Trochę przygnębiający, ale świetny :)
    Czekam na nn :>

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdzial superowski :***
    Uujea do spotkania Jack'a i Kim coraz bliżej hurra !!!
    Dawaj next :* szybko
    Kc <3 Kat <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie rozdziału . <3
Nie zapomnij zostawić komentarza ;*