czwartek, 20 lutego 2014

o1xo4. Unexpected help.

Trzeba stawić czoło szarej rzeczywistości. Pora otworzyć księgę i napisać w niej nowy rozdział, a przeszłość i wszelkie zło pozostawić za sobą. Łzy będą ostatnią pożądaną rzeczą, już nie będzie powodów do płaczu i krzyków. Teraz nadejdzie czas spokoju i szczęścia. Dziewczyna, choć nie miała przy sobie najbliższej rodziny, wiedziała, że Nell w pełni jej to zrekompensuje.
Obudziła się dość wcześnie. Nie wiedziała czy było to spowodowane nowym otoczeniem, czy ciotką krzątającą się po domu i co jakiś czas słyszalnym hałasem spadającej rzeczy. Wstała z łóżka i udała się na dół, gdzie zobaczyła rudowłosą szukającą swojej torebki.
- Już wstałaś – uśmiechnęła się. – Przepraszam, ale Eric po mnie dzwonił i muszę szybko pojawić się w pracy.
- Kim jest Eric? – zapytała zaciekawiona.
- Przyjaciel z pracy – wyjaśniła, a na jej twarzy pojawił się ledwo widoczny rumieniec. – No nic, ja lecę. Na stole zostawiłam ci adres NCIS i telefon. Gdybyś czegoś potrzebowała to dzwoń, ale raczej na komórkę. Do zobaczenia, Kimmy.
Przytuliła ją i wybiegła z domu. Crawford z kolei udała się do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Nie była specjalnie głodna, więc zadowoliła się jedynie gruszkowym jogurtem, stojącym w lodówce. Następnie wbiegła po schodach do swojej łazienki, gdzie wzięła prysznic i umyła zęby. Z szafy wyciągnęła szarą bluzkę bez rękawów z trzema kokardkami i turkusowe szorty z kwiatkami na przodzie. Kilka kosmyków włosów spięła z tyłu turkusową spinką w kształcie kokardki, a resztę pozostawiła rozpuszczone. Założyła kolczyki w kształcie diamentów, długą bransoletkę z zegarkiem, pomalowała paznokcie, przejechała tuszem po rzęsach, a na nogi wsunęła białe buty na niewielkim obcasie. Do torebki zapakowała telefon, klucze, portfel i gumy do żucia i z powrotem zeszła na dół, by wyjść i pozwiedzać miasto. Nie widziała go ponad trzy lata, zatem postanowiła, że mała wycieczka dobrze jej zrobi. Już miała otwierać drzwi wejściowe, gdy z salonu usłyszała dźwięk dzwoniącego telefonu.
Zapomniała komórki, stwierdziła w myślach i pobiegła do pomieszczenia. Niestety, spóźniła się, a na wyświetlaczu pojawił się napis: 1 połączenie nieodebrane od: Sam Hanna. Obok leżała kartka z zapisanym adresem i numerem. Kimberly wzięła komórkę do rąk i wsadziła do torebki. Postanowiła, że sama ją dostarczy.
Zamknęła dom i zaczęła kierować się do centrum. Po drodze udało się jej złapać taksówkę, więc oszczędziła czasu. Przez cały czas spoglądała przez szybę podziwiając uroki Los Angeles. Ludzi na ulicach, wzniosłe budynki, domy, a nawet w oddali napis Hollywood.
- Proszę pani, jesteśmy – z zamyśleń  wyrwał ją głos mężczyzny, kierującego samochodem. Wysiadła, zapłaciła mu należytą sumę i zaczęła iść w kierunku miejsca pracy Nell.
Niestety, nie za bardzo wiedziała, gdzie ma się udać. Chciała zapytać o to kilkoro ludzi, lecz ci albo ją ignorowali, albo mówili, że gdzieś się śpieszą. Gdy zobaczyła, jak ktoś wchodzi do windy nieopodal postanowiła pójść w jego ślady, jednak zostało jej to uniemożliwione. Pewien wysoki, na oko pięćdziesięcioletni mężczyzna, zagrodził jej drogę. Spojrzał na nią przenikliwie, a na jego twarzy zagościł grymas.
- Posłuchaj mnie uważnie – zaczął ochrypłym głosem. – Za kilka godzin mam być w Waszyngtonie i ostatnie, czego potrzebuję, to jakaś mała smarkula, która nie wiem jakim cudem tu weszła!
- To nie tak, bo moja ciocia tu pracuje, a ja tylko…
- Jak się nazywasz?
- Kimberly Crawford, proszę pana – powiedziała niepewnie.
- Nie przypominam sobie, żeby był tu ktoś o nazwisku Crawford – stwierdził. – Pójdziesz sama, czy ochrona ma ci pomóc?
- Chciałam tylko dać jej telefon, za chwilę już mnie tu nie będzie, przysięgam – rzuciła szybko i ze strachu zrobiła krok w tył. Już chciała dać za wygraną i odejść, lecz przez nieuwagę na kogoś wpadła. Odwróciła się i zobaczyła pewnego przystojnego szatyna o czekoladowych oczach, który słodko uśmiechnął się w stronę przestraszonej blondynki. Mężczyzna z kolei spojrzał na niego z wyraźną frustracją.
- Brewer...
- Vance chce cię widzieć w Waszyngtonie, jeśli dobrze pamiętam… i to jeszcze dzisiaj – mruknął.
- Ty już tu chyba zapuściłeś korzenie – warknął niezadowolony z jego obecności.
- Przypomnę ci, że mam takie prawo. Jak jeszcze o tym nie wiesz, spytaj dzisiaj Leona, na pewno ci powie – zaśmiał się, lecz za chwilę spoważniał. – Idź już, nie strasz jej, bo, jak widać, każdy się ciebie boi…
- Wszystko potrafisz załatwić? Nawet Gibbs cię lubi, a to już wyróżnienie – odparł z przekąsem, spoglądając na chłopaka.
- Samolot ci ucieknie, Granger.
Bez zbędnych pożegnań, mężczyzna wyminął dwójkę nastolatków i wsiadł do samochodu, by udać się na lotnisko. Parę sekund potem Kim marzyła tylko o tym, by odejść stamtąd jak najdalej.
- Spokojnie, nie przejmuj się nim – rzucił szatyn, uśmiechając się. – Ten facet ma wąty do wszystkiego co się rusza, nie jesteś jakimś specjalnym wyjątkiem. Jestem Jack, a ty?
- Kim – przedstawiła się. – Moja ciocia zostawiła komórkę w domu i chciałam ją oddać, naprawdę. Za chwilę sobie pójdę – powiedziała na jednym wdechu, na co on tylko się zaśmiał.
- Nie bój się, nie gryzę… zbyt często – na twarzy brązowookiej zagościł szeroki uśmiech. – Jak się nazywa twoja ciocia?
- Nell Jones, znasz ją może?
- Nie wytrzymam… - westchnął, a ta spojrzała na niego zdziwiona. – Ona to kiedyś głowy zapomni. Chodź, zaprowadzę się.
Razem weszli do windy, która zaczęła kierować się w górę. Kim dręczyło jedno pytanie, które postanowiła zadać.
- Jack, pracujesz tu?
- Tak jakby – stwierdził. – To dość skomplikowane, może kiedyś ci wyjaśnię, ale teraz… o! Jesteśmy.
Brewer zaprowadził ją do pewnego pomieszczenia. Pierwsze co zobaczyła to garstkę ludzi, wśród których znajdowała się rudowłosa... klęcząca i szukająca komórki na podłodze.
- Nell, może została w domu – zauważył pewien czarnoskóry mężczyzna, przy okazji popijając swoją ulubioną poranną kawę.
- Miałam ją, jestem pewna, Sam! – zaprzeczyła, a pozostali się zaśmiali.
Było tam jeszcze troje ludzi – trzech mężczyzn i kobieta.
- Hetty za chwilę nas zawoła, pośpiesz się! – powiedział nagle blondyn w kraciastych bermudach.
- Eric no! Widzisz, że szukam komórki i… ałć! – pisnęła, gdy uderzyła głową o biurko, pod którym była.
- Ciociu, ja ją mam – wtrąciła się Kimberly, gdy razem z Jack’iem znaleźli się obok nich.
- Kimmy, życie mi ratujesz! – krzyknęła i w ekspresowym tempie podbiegła do niej, by odebrać swoją własność. Pozostali dziwnie patrzyli na tę sytuację, gdyż nigdy wcześniej nie widzieli Kimberly.
- Kto to? – zapytała brunetka, zajmująca miejsce przy swoim biurku.
- To Kim, moja siostrzenica. Od wczoraj ze mną mieszka – powiadomiła Jones i uśmiechnęła się. – Przepraszam cię, ale muszę iść, bo pewien mały człowieczek, o imieniu Hetty, urwie mi głowę – rzuciła. Chwyciła Erica za rękę i razem z nim wbiegła po schodach.
- Ja już będę lecieć – postanowiła blondynka. – Do widzenia.
- Odprowadzę cię – zaoferował Jack, na co rudowłosy mężczyzna się roześmiał.
 - Masz jakiś problem, Marty? – zapytał, a Deeks, bo tak brzmiało jego nazwisko, dostał w ramię od czarnoskórego.
- Mogę wrócić dzisiaj do domu? – dziwnie poruszył brwiami, na co kobieta obok niego prychnęła.
- Czasami zachowujesz się jak małe dziecko – stwierdziła. Brewer rzucił krótkie „Na razie” i razem z nowo poznaną znajomą udał się na dół, by opuścić mury siedziby NCIS.
- To było trochę dziwne – stwierdziła, gdy znajdowali się już na świeżym powietrzu. – Kim byli ci ludzie?
- Ten idiota i żywa wersja Kudłatego ze Scooby-Doo to mój wujek, Marty. Ten, który go uderzył ma na imię Sam, a tamten drugi ma na nazwisko Callen.
- A na imię?
- Po prostu G. To dość skomplikowane… wracając, tamta kobieta to Kensi, a facet nienawidzący długich spodni nazywa się Eric, Nell już znasz – przedstawił ich po kolei i uśmiechnął się. – Jakoś cię tu wcześniej nie widziałem.
- Byłam ostatni raz tu trzy lata temu, a od wczoraj mieszkam razem z ciotką – powiedziała i spojrzała na niego.
- Czemu? – spytał, a dziewczyna momentalnie zmarkotniała.
- Nie chcę o tym mówić – mruknęła cicho. Chłopak zrozumiał, że nie jest jej to na rękę, więc nie ciągnął dalej tego tematu.
- Miałeś mi wytłumaczyć czemu tak jakby tu pracujesz – przypomniała, na co się zaśmiał.
- Nie przypominam sobie – udał zamyślonego – ale dobrze, jak chcesz. Przejdziemy się? Przy okazji pokazałbym ci Los Angeles, chyba nie znasz go zbyt dobrze.
- Wiem tylko, gdzie jest Starbucks i moja ulubiona lodziarnia, przewodnik mi się przyda – stwierdziła. – Idziemy?
- No pewnie.

****

Przez następne kilka godzin Jack i Kim spędzili miło czas w swoim towarzystwie. Chłopak pokazał dziewczynie miasto oraz kilka swoich ulubionych miejsc. Naprawdę się polubili i dobrze im się rozmawiało. Dowiedziała się też o nim całkiem sporo. Ma dziewiętnaście lat i mieszka razem ze swoim wujkiem Marty’m Deeks’em. Dosyć często jest gościem w NCIS, gdyż ma na to odgórne pozwolenie nadane przez dyrektora Leona Vance’a.

Gdy jego ojciec zmarł, matka kompletnie się załamała. Syn za bardzo przypominał jej męża. Nawet krótkie spojrzenie na niego, rozdrapywało bolesne rany. Oddała go Martin'owi, który traktował go niczym własne dziecko. Szatyn, w wieku dziesięciu lat, przeprowadził się do niego. Szybko zdobyli wspólny język i chwilami wyglądali nawet jak prawdziwy ojciec z synem. Zaraził go miłością do surfingu i nie tylko. Jego pierwsza wizyta w siedzibie NCIS odbyła się pół roku po jego szesnastych urodzinach, a akurat wtedy wpadł Jethro Gibbs wraz z Leonem. Bez Jack'a nie rozwiązaliby pewnej ważnej sprawy, a to, że Vance nawet go polubił, przyczyniło się do zaistniałej sytuacji. Kilka razy był nawet w Waszyngtonie i poznał drużynę Gibbs'a, który dość często - jak na niego - chwalił chłopaka. Zaimponowała mu jego determinacja i to, że od najmłodszych lat wiedział, z czym chce związać swoją przyszłość.
Agenci z Los Angeles przyjęli go entuzjastycznie i niemal od razu zaczęli traktować jak członka zespołu oraz swojego przyjaciela, a to było najważniejsze,
- Czyli tak jakby w połowie jesteś agentem, a w połowie nie - stwierdziła Kimberly, zajadając się swoimi ulubionymi lodami.
- Noo... coś w tym stylu - mruknął. - Wiem, to dziwne.
- Właśnie nie! Też bym tak chciała. No wiesz... wiedzieć, co robić dalej. Ty na pewno zostaniesz kiedyś pełnoprawnym agentem - spojrzała na niego, a ten skinął twierdząco głową. - A ja nie mam pojęcia, jak to będzie.
- Jakoś na pewno - zaśmiali się. - Ja ci powiedziałem prawie wszystko, teraz twoja kolej. Czemu przeprowadziłaś się ze Seattle do Los Angeles?
- Kocham słońce - próbowała zdobyć się na żart. - Tak jakoś samo wyszło... - spuściła głowę. - Zrobisz coś dla mnie?
- Jasne, a o co chodzi?
- Nie każ mi o tym mówić... proszę cię - szepnęła, a po jej policzku spłynęła mała łza. - Kiedyś na pewno ci powiem, ale nie dzisiaj.
- Ej, spokojnie - powiedział. - Do niczego cię nie zmuszam, pamiętaj.
Opuszkiem palca starł słoną ciecz z twarzy i uśmiechnął się do niej. Wiedział, że musiało stać się coś, co bardzo ją zabolało, inaczej tak by nie reagowała.
- Już późno, odprowadzę cię do domu - dodał jeszcze, wstając z ławki, na której siedzieli.
- Dziękuję, Jack - odparła, starając się uśmiechnąć. Chwyciła za jego dłoń, którą wystawił ku niej i razem z nim udała się asfaltową alejką w kierunku ulicy.

****
Samolot do Waszyngtonu wystartował, a Owen Granger niespokojnie rozglądał się po wnętrzu prywatnej maszyny i co chwila nerwowo sprawdzał telefon. Przeszłość wróciła do niego ze zdwojoną siłą w najmniej spodziewanym momencie.
- To było czternaście lat temu - szeptał do siebie. - Czternaście lat...
Nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Żałował, że wtedy nie odkrył tego, co powinien, lecz to nie była jego wina.
Coleman jest winien, nie ja!, pomyślał i w sumie miał rację. Dla Frank'a Coleman'a prawda była wtedy niewygodna i nie chciał, by ktoś inny ją poznał. Straciłby wtedy wszystko. Pracę, karierę, dobre imię... wszystko. Po prostu wszystko.
- Crawford - westchnął głośno. Upił łyka przyniesionego martini i znowu powrócił do czytania akt sprawy. - Kimberly Crawford, co ty robisz w Los Angeles?



Mam nadzieję, że się podoba. Może i nie jest długi, ale macie spotkanie Kim i Jack'a, to powinno wystarczyć na jakiś czas.

13 komentarzy:

  1. Super!
    Jak to na jakiś czas?
    Pff przecież oni będą się widywali codziennie
    Co nie?
    Proszę napisz że tak ...
    No nie ważne
    Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Jak to przeczytałam Wow. Jak pieseł wow haha XD
    Jeju. Kimi Jack się poznali ^^ . A to na końcu.. No zastanawiam się nad tym gruba,ale rozdział ogólnie mi się podoba :* Masz świetne pomysły ! To czekam na kolejny kc ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Poznali się! :)
    A mnie zastanawia ten gościu Granger (czy jakkolwiek inaczej się to pisze)
    Kurde myślę, że koleś będzie odgrywał jakąś ważną rolę w życiu Kim...
    Ale tak z innej beczki to Nell podoba się Eric!
    Rozdział fantastyczny :)
    Czekam na nn ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdzial ni moge sie doczekac next!!!*** :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super historia, nie mg sie doczekac nexta.
    Zapraszam do mnie http://kimijack-dziewczynaiwojownik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Super nie moge się już doczekać next'a ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy nowy? Kiedy nowy? <3
    Ten rozdział jest mega!!!!!
    Twoja Ann ;***

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział super napisany, ciekawy.. ale o co chodzi z Kim? Czuję, że będzie niezła akcja :)
    Czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniały rozdział!
    Poznali się już *.*
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie! <3
    I się poznali :D
    Czekam na nn;**

    OdpowiedzUsuń
  11. O raju raju, czemu tak późno skomentowałam? Nie mam bladego pojęcia czemu ale byłam przekonana ze zostawiłam tutaj komentarz dziwne haha :D
    Genialny ten rozdział! Czekam na nowy! ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. Supcio rozdzialik :**
    Jack i Kim a kiedy kick ?
    Ponieważ czekam bardzo na niego :*
    Weny :* Kat <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie rozdziału . <3
Nie zapomnij zostawić komentarza ;*