niedziela, 1 czerwca 2014

o1xo5. Enemies appear out of nowhere.

Kilka dni później nadszedł pierwszy dzień nauki w nowej szkole. Kimberly trochę się tego obawiała, gdyż nikogo tam nie znała. Jack, na nieszczęście dla niej, skończył naukę rok temu, więc nie mogła na niego liczyć. Od ich pierwszego spotkania minął dopiero tydzień, a oni już zdążyli się zaprzyjaźnić. Dziewczyna nawiązała kontakty z współpracownikami Nell - Marty'm, Samem, Kensi, Erickiem i G. Poznała też Hetty, o której wtedy wspomniała ciotka. Granger, po powrocie z Waszyngtonu, nie zareagował jakoś specjalnie pozytywnie na jej ponowny widok.
- Co ty tu znowu robisz, Kimberly? - warknął, gdy zobaczył ją obok biurka Marty'ego, pijącą ulubione cappuccino ze Starbucksa.
- Spokojnie, Owen - mruknęła Henrietta. - Nic się przecież nie dzieje, panna Crawford jest siostrzenicą panny Jones.

****

Gdy Kimberly zeszła na dół, siostry Nicole nie było już w domu. Pochwyciwszy jabłko z kuchni, zarzuciła swoją torbę z na ramię i wyszła z domu, przedtem go zamykając. Wyciągnęła z kieszeni telefon, w celu sprawdzenia godziny.
- Siódma dwadzieścia siedem, nie jest źle - stwierdziła i schowała go z powrotem. Udała się do swojego nowego miejsca edukacji. Po drodze rozglądała się dookoła i obserwowała jak wiecznie słoneczne Miasto Aniołów powoli budziło się do życia. Na Sunset Street, przez którą przychodziła, ekipa filmowa rozkładała swój sprzęt, by zacząć kręcić pierwsze sceny do nowego sezonu popularnego sitcomu.

Doszła do murów szkoły i spacerowała po korytarzach w poszukiwaniu szafki nr 392, która od teraz miała należeć do niej. Tak ustalił dyrektor, gdy spotkał się z nią dwa dni temu. Postanowił też, że Kim przed rozpoczęciem lekcji ma przyjść do niego po rozkład zajęć. Był jednak mały problem - zapomniała, gdzie znajduje się jego gabinet.
- Cześć, jak dojść do biura dyrektora? - zaczepiła dziewczynę, stojącą najbliżej.
- O, hej! Pewnie jesteś nowa - stwierdziła szatynka. - Jestem Rosalie.
- Kimberly, ale wolę Kim - przedstawiła się.
- Chodź, zaprowadzę cię - rzuciła pogodnie, uśmiechając się przy tym. Zamknęła szafkę i razem z blondynką udała się do profesora Jefferson'a.
- Zmieniłaś szkołę? - zagadnęła po drodze.
- Przeprowadziłam się ze Seattle - wyjaśniła.
- Muszę cię ostrzec, nie daj się Monique - spojrzała na nią pytająco. - To nasz szkolny plastik. Myśli, że jest lepsza, bo jej rodzice są cholernie bogaci, a matka to Francuzka.
- Spoko, poradzę sobie. Nie taki pustak straszny - obie się zaśmiały.
- Wiesz co, Kim? Fajna jesteś - stwierdziła. - Choć Monique pewnie się do ciebie przyczepi. Trzymaj się mnie, ja chyba jako jedyna laska w szkole mam ją daleko gdzieś.
- Teraz jest nas dwie - przybiły sobie piątki i zamilkły, bo doszły do celu. Rose zapukała do drzwi, a potem weszła razem z Crawford.
- Panno Harmon, proszę! Nawet przed pierwszym dzwonkiem muszę wysłuchiwać o pani niewyparzonym języku lub, nie daj Boże, jakiejś bójce?
Dziewczyna zawsze była skora do kłopotów, a zostawanie po lekcjach stawało się jej chlebem powszednim.
- Sorry, Ted. Nie dzisiaj - mrugnęła do niego roześmiana, a biedny Jefferson złapał się za głowę. - Przyprowadziłam ci nową uczennicę.
- Ach tak, dzień dobry, Kim - uśmiechnął się słabo i podał jej plan lekcji. - Paxton High School wita. Sam nie wierzę, że to mówię, ale... Rose, oprowadź ją na przerwie.
- Jasna sprawa, Teddy! - krzyknęła i poklepała go ramieniu. Czasami traktowała go niczym kolegę z klasy. Złapała blondynkę za rękę i razem z nią wybiegła z gabinetu.
- Harmon, tylko mam nadzieję, że nie zepsujesz jej już pierwszego dnia! - rzucił jeszcze.
- Nadzieja matką głupich - mruknęła i już ich nie było.
Spojrzały na kartkę Kim i okazało się, że mają razem większość lekcji, oprócz hiszpańskiego, plastyki, biologii i wiedzy o społeczeństwie.

Zadzwonił dzwonek, a po chwili razem kierowały się w kierunku sali do geografii. Obie zajęły miejsce w ostatniej ławce, podczas gdy połowa chłopaków skupiła swój wzrok na Kimberly, która lekko się zarumieniła.
- Czemu się tak na mnie gapią? - spytała szeptem. - Rosie, tamten się ślini! - pisnęła.
- Jesteś nowa i dlatego patrzą na ciebie, jak na kawałek świeżego mięska. To minie... po kilku tygodniach.
- Żartujesz sobie, prawda? - westchnęła ciężko, zakładając nogę na nogę.
Po chwili do klasy wszedł nauczycielka przedmiotu i wszystkie rozmowy ucichły.
- Panna Rosie widzę, że punktualnie - rzuciła.
- To tak okazjonalnie - wszyscy się zaśmiali, nawet kobieta.
- Jak widzicie, mamy nową uczennicę. Kimberly Crawford - powiedziała tylko, a dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła.
 Lekcja minęła dosyć szybko. Głównie dlatego, że Kim i Rose cały czas rozmawiały. Przedstawiciele przeciwnych płci co chwila odwracali się w kierunku nowej, wysyłając jej wszelakie liściki, które jednak ignorowała. Jedyną osobą, której się to nie podobało była wyżej wspomniana Monique Castillo, siedząca w jednej ze środkowych rzędów. Blondynka nie zrobiła na niej najlepszego wrażenia, wręcz przeciwnie...

****

- Cześć, Kimmy - pisnęła Francuzka w kierunku Crawford.
Obie, wraz z Rosalie, znajdowały się na świeżym powietrzu na długiej przerwie. Castillo miała bowiem pewien plan, który chciała zrealizować...
- Em... hej, Monique, prawda? - upewniła się.
- Zasłaniasz nam słońce, kochana - mruknęła ciemnowłosa, lecz jej słowa zostały zignorowane.
- Posłuchaj, powiem ci coś - odparła. - Jesteś nowa, ale to nie znaczy, że każdy facet ma się za tobą oglądać. Ja tu jestem królową, a ty jedynie szarą myszką. Mam nadzieję, że to zrozumiałaś.
- A ja mam nadzieję, że następnym razem nałożysz na siebie mniej tapety. Można by pomalować ścianę, a i tak by zostało - zaśmiała się, czym ją zdenerwowała.
Zanim się obejrzały, zebrało się wokół nich małe zbiorowisko. Kimberly sama się sobie dziwiła, skąd u niej ta pewność siebie. Zwykle była cicha i nie wyróżniała się z tłumu, a teraz? To złość na Castillo tak na nią podziałała.

Nagle, ku jej ogromnemu zaskoczeniu, pojawił się... Jack. Jack Brewer we własnej osobie. Jeszcze rok temu chodził on bowiem do tej samej szkoły, gdzie teraz naukę zaczynała Crawford. Był obiektem westchnień większości dziewczyn, w tym również Monique, która nie mogła pogodzić się z jego nieobecnością na korytarzach. Dziewczyna często po niego dzwoniła, gdyż czuła się samotna bez niego. Prawie zawsze ją ignorował, lecz nie dzisiaj. Wiedział bowiem, że Kim też tu będzie i wyłącznie dlatego przyjechał. To dziwne, ale chciał po prostu ją zobaczyć.
- Monique - westchnął. - Nie po to rok temu odbierałem świadectwo, żebym musiał co chwila tu przyjeżdżać.
- Jack'ie! - pisnęła i rzuciła mu się na szyję, przedtem obdarowywując blondynkę chłodnym spojrzeniem pełnym niechęci. - Popatrz, to nasza nowa ofiara - warknęła, a brązowooka wraz z Brewerem miała ochotę się roześmiać.
- No tak, to muszę być ja - odparła uśmiechnięta, czym zdziwiła zarówno obie szatynki (Monique też ma włosy tego koloru, tak samo Rosalie) i pozostałych, bacznie obserwujących sytuację.
- W takim razie witam, ofiaro - rzucił i zrobił coś, czego nikt, nawet Kim, się nie spodziewał. Podszedł do niej i czule pocałował w policzek, a następnie przytulił, szepcząc jej do ucha ciche: 'Cześć'.
- Co ty zrobiłeś, Jack'ie!? - pisnęła przerażona Castillo.
- Przywitałem się, nie widać? - mruknął. - A teraz sorry, ale jeśli jestem tu tylko po to, muszę już jechać.
Sekundę później zadzwonił dzwonek na kolejną lekcję, a niezadowolona Francuzka pomaszerowała na matematykę, podczas gdy reszta również się rozeszła. Zostali tylko Rose, Kim i Jack.
- Nie przejmuj się nią, ona już taka jest. Pogada, pogada i przestanie - stwierdził i uśmiechnął się.
- Zapamiętam - odparła, odwzajemniając jego gest.
- Idźcie, bo się spóźnicie. Pa, Kimmy. Cześć, Rosie - dodał jeszcze, gdyż również znał szatynkę, a po chwili już go nie było. Wsiadł do swojego samochodu i odjechał.
- Co to było?! - spytała Harmon, gdy kierowały się do klasy od angielskiego. - Jack cię pocałował. Ten Jack, w którym buja się połowa dziewczyn z tym francuskim ślimakiem na czele, całuje cię! Widział cię pierwszy raz, a ją już chyba milionowy i nigdy jej nie pocałował.
- Tylko dał mi buziaka w policzek, to nic nadzwyczajnego - sprostowała. - Poza tym, nie widział mnie pierwszy raz. Poznaliśmy się, gdy tu przyjechałam, tydzień temu.
- Jak? Gdzie?
- To dość długa historia - stwierdziła.
- Teraz Monique cię nienawidzi, Kim - uświadomiła. - Każda, która się do niego zbliży, automatycznie trafia na czarną listę. Po dzisiejszej akcji pewnie wylądujesz na niej z numerem jeden.
- Tak szczerze, to widziałam się z nim przez te dni chyba codziennie. Na pewno mnie nienawidzi, a jeśli jeszcze nie, to chyba niedługo zacznie.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem i w wesołych nastrojach weszły do klasy na zajęcia, prowadzone przez profesora Hudsona.

****

- Jak tam pierwszy dzień szkoły? - zapytała Nell, gdy przed godziną szesnastą, siostrzenica pojawiła się w domu. - No i czemu tak długo?
- Przepraszam, ale Rose namówiła mnie, żebyśmy zostały na treningu drużyny footbalowej i się przeciągnęło - wyjaśniła, odstawiając ciężką torbę w kąt pokoju. - Było nawet fajnie... Jack wpadł.
Uśmiechnęła się na dźwięk jego imienia. Ciągle miała przed oczami sytuację z dzisiejszego dnia.
- Nasz Jack? - blondynka skinęła głową. - Przedtem pytał czy nie dałoby się dyskretnie podpalić budynku, a teraz z własnej woli się w nim pojawia? Ten chłopak jest niemożliwy - zaśmiała się.
- Wiesz, która to Monique Castillo?
- Ta landrynka, która ciągle za nim biegała? Taak, znam ją, niestety - odparła. - Zgaduję, że jego obecność to też jej zasługa.
- Dokładnie!
- No nic... pomożesz mi przy obiedzie? - zapytała.
- Pewnie, Nell - odparła Crawford i razem z ciotką zabrała się za kończenie dania.
Życie w Californii co raz bardziej jej się podobało. Mogła wychodzić, poznawać nowych ludzi, a przede wszystkim - była wolna. Zero sprawdzania, grzebania w telefonie i rzeczach. Wreszcie zdobyła prywatność i przestrzeń, której przedtem jej brakowało. Pierwszy dzień w nowej szkole, a ona już nabawiła się jednego wroga. Poznała też nową przyjaciółkę, z którą bardzo dobrze się rozumiała. A Jack? Połączyła ich pewnego rodzaju więź, która umacniała się z każdym dniem. Nie przeszkadzała jej ta drobna różnica wieku między nimi, nawet jej odpowiadała. Lepszego początku nowego życia chyba nie mogła sobie wymarzyć...


Najlepszego z okazji dnia dzieckaa ♥

13 komentarzy:

  1. Cudo! Awwwwwww...I to było takie awwww...Kiedy Jack pocałował Kim w policzek ! ;) Zakochałam się po prostu! <3 Ja chcem już Kick'a! Oh Yeah ! Wtedy będzie perfekto! :D
    Kocham, Al xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie... czekaj sobie jeszcze spokojnie cnm 10 rozdziałów :D

      Usuń
  2. Hhahaha czy nie da się dyskretnie podpalić budynku
    Hahah nie mogę z tego <3
    jack pocałował Kimi
    Nie ważne że w policzek
    Ważne że pocałował <3
    Oh i ten przytulasek <3
    Coś mnie z Rosie łączy :D
    Cały czas się spóźniamy i często bywamy u dyrektora
    Tak to na pewno moja bliźniczka :D
    Wszystkiego najlepszego dzieciaku :D
    Nie wkurzysz się za małą reklamkę co nie?
    Zapraszam do mnie :D
    http://kimjackkick.blogspot.com/
    Czekam na nn z WIEEEELKĄ niecierpliwością :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taak.. już niedługo Rose będzie mieć pole do popisu :D
      dziękuję ci bardzo !
      spam? ZAWSZE XD

      Usuń
  3. Ooo, jaki fajniutki! Rose jest super. :D A Kim, Jack i ten buziak po prostu.. awwwww. :3 Czekam niecierpliwie na kolejny. :D Pozdrawiam serdecznie, Paciaa. :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie, fajnie. Słodko :)
    Czekam na następny <3 ~ Ta inna niż wszyscy

    OdpowiedzUsuń
  5. Francuzki ślimak o Boże hahaah
    Nie no ten rozdział to mistrzostwo świata! Warto było trochę poczekac :) Tak bardzo nie moge się doczekać nowego rozdziału,więc szybciutko dodawaj! <33

    OdpowiedzUsuń
  6. Warto było na ciebie czekać :*
    wróciłaś do nas pełna nowych pomysłów i twój styl pisania jest taki wciągający, że nie mogę się od niego oderwać :D wreszcie skończyłam te durne poprawki i mogę zająć się twoim cudownym arcydziełem! :D *-*
    Rozdział jak zawsze idealny ;* uwielbiam twoje blogi :* czekam na następny :) ;*
    Pzdr. Ola Hutcherson :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No, no. Godny powrót ;)
    Rozdział bardzo mi się podoba. Cenię sobie opisy, a ty swietnie się nimi posługujesz :)
    Czekam na nn^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Awwwww słodkie to <33
    Wszystko rozdział, Jack, ich całus i Kick <3 ołeja uhuub:**
    Wyczuwam napięci przed Kick'owe ! Hurra !
    Czekam nn ^.^
    Duzioo weny :* Kat <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny rozdział <3
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. kiedy kolejny ?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie rozdziału . <3
Nie zapomnij zostawić komentarza ;*